Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu Użytkownik zgadza się na ich zapis lub wykorzystanie. Treść polityki dotyczącej korzystania z plików cookies

jesteś tutaj: Strona Główna EMERYTURA NIEZALEŻNA OD ZUS I OFEblog ekonomia EMERYTALNA – BODŹCE I INSPIRACJE Cz. 6

ekonomia EMERYTALNA – BODŹCE I INSPIRACJE Cz. 6


rodzice z dzieckiem na plaży

25.06.2018 r.

SZCZĘŚCIE W PERSPEKTYWIE TRADYCYJNEJ EKONOMII I EKONOMII BEHAWIORALNEJ


  Tradycyjna czy też konwencjonalna teoria ekonomii (zwana też ekonomią głównego nurtu) zakłada, że szczęście (ujmowane w kategoriach bardziej mierzalnych jako poziom satysfakcji z życia) zależy od dochodu i zgromadzonego kapitału, czyli krótko mówiąc – pieniędzy. Oczywiście, ekonomiści zdają sobie sprawę, że jest także wiele innych czynników, które mają wpływ na szczęście (np. satysfakcja z pracy, relacje rodzinne itp.), ale statystyczna zależność między szczęściem a zarobkami i posiadanym majątkiem jest silna i pozytywna. Obywatele krajów, gdzie produkt krajowy w przeliczeniu na mieszkańca jest wyższy, są szczęśliwsi niż państw, gdzie jest on niższy. Stąd zresztą biorą się m.in. migracje zarobkowe między krajami.

Pomiar szczęścia

Co więcej, wypracowano już stosowane w skali międzynarodowej mierniki do pomiaru szczęścia, przy czym słowo szczęście (happiness) używane jest w nich zamiennie z pojęciem satysfakcja z życia (life satisfaction). Prowadzone na szeroką skalę badania naukowe szczęścia opierają się w dużej mierze na sondażach, w których ocenie respondentów poddaje się, czy są: „bardzo (zdecydowanie) szczęśliwi, szczęśliwi, raczej szczęśliwi, ani szczęśliwi, ani nieszczęśliwi, raczej nieszczęśliwi, bardzo (zdecydowanie) nieszczęśliwi”. Chodzi przy tym o ogólny poziom satysfakcji z życia, a nie subiektywny nastrój w danej chwili. Do bardziej znanych badań szczęścia należą m.in. „World Values Survey”, „The Gallup World Poll” czy też bardziej problemowe, analityczne opracowania (ale także dobrze udokumentowane statystycznie) z serii „World Happiness Report”.
Badając szczęście, zwolennicy konwencjonalnej ekonomii przyjmują dwa podstawowe założenia:
  • że ludzie wiedzą, co sprawia, że są szczęśliwi (a mając odpowiednie zasoby pieniężne, mogą „kupić” sobie szczęście, np. wykupując wycieczkę do egzotycznego kraju czy nabywając określone dobra materialne);
  • że wiedzą, co zrobić, aby być jeszcze bardziej szczęśliwymi (maksymalizować swoją użyteczność z posiadanych dóbr i usług oraz związaną z tym satysfakcję z życia).
Zgodnie z paradygmatem klasycznej i neoklasycznej ekonomii, „człowiek ekonomiczny” (homo oeconomicus) dąży do maksymalizacji dochodu i majątku (szerzej: dobrobytu). Po angielsku to założenie brzmi nawet bardziej dobitnie niż w tłumaczeniu: ”people are all income and wealth maximizers”.
Postępujący racjonalnie podmiot gospodarujący, podejmując różne decyzje ekonomiczne, bierze pod uwagę również ryzyko. Niektórzy ludzie przy zbytnim ryzyku związanym z osiągnięciem wyższego dochodu (np. konieczność zmiany pracy, miejsca zamieszkania itp.) są w stanie zaakceptować mniejszy dochód przy mniejszym ryzyku.
Trzecie kluczowe założenie konwencjonalnej ekonomii już na pierwszy rzut oka wydaje się dość problematyczne, choć nadal stosowane jest do wyjaśniania zachowań konsumenta i znajdziemy je w każdym podręczniku mikroekonomii. Otóż przyjmuje się,
  • że konsument podejmuje decyzje wyłącznie mając na uwadze własną użyteczność (poziom zadowolenia), bez uwzględniania dochodu, majątku oraz zadowolenia z życia czy też szczęścia innych osób.
Funkcja użyteczności nie jest jednak funkcją liniową.

Również tradycyjna teoria ekonomii wskazuje, że nie można użyteczności (zadowolenia) maksymalizować konsumując coraz więcej i więcej danego dobra ekonomicznego (produktu czy usługi). Znane jest prawo malejącej użyteczności krańcowej, zgodnie z którym użyteczność (poziom zadowolenia, satysfakcji) z kolejnej konsumowanej jednostki danego dobra ekonomicznego maleje.

Łatwo to zilustrować na przykładzie jedzenia kolejnych porcji jakiejś potrawy. Po jakimś czasie następuje nasycenie, a kolejne porcje są coraz mniej użyteczne. Przesyt może wręcz doprowadzić gwałtownego spadku użyteczności. Znane powiedzenie głosi, że

„Nawet najbogatszy człowiek nie zje naraz dwóch obiadów”.

Nie burzy to jednak ogólnego kierunku myślenia: maksymalizacja użyteczności jest generalnie utożsamiana z maksymalizacją dochodu i bogactwa.
Badania porównawcze prowadzone w skali międzynarodowej wskazują, że w makroskali zależność ta generalnie się sprawdza. W krajach, gdzie poziom PKB na mieszkańca jest wyższy, odnotowano także wyższy poziom satysfakcji z życia. Ale są też wyjątki od tej reguły, np. w państwach latynoamerykańskich ludzie statystycznie są szczęśliwsi niż mieszkańcy dużo od nich zamożniejszych państw, mimo że borykają się z poważnymi problemami ekonomicznymi i społecznymi, np. kartele narkotykowe w Meksyku, ogromne rozwarstwienie dochodowe, korupcja w wielu krajach tego regionu (por. rys.1).
Ocena satysfakcji z życia-  bank światowy

Rys.1: PKB per capita a samoocena satysfakcji z życia Uwaga:
Elipsą zaznaczone wybrane kraje Ameryki Łacińskiej
Źródło: Bank Światowy, Word Happiness Report (2017).

Nawet jeśli generalnie zasada: im bogatszy kraj, tym wyższy poziom satysfakcji z życia sprawdza się, to między krajami o podobnym dochodzie na mieszkańca występują duże różnice.
Bardzo ważną kwestią jest przecież nie tylko średni dochód statystycznie przypadający na osobę, ale sposób jego podziału, rozwarstwienie dochodowe i poziom nierówności w dostępie do różnych dóbr, w tym także dóbr publicznych (edukacja, opieka zdrowotna). Bardzo ważna jest również jakość prawa i instytucji. Nic dziwnego, że w rankingach szczęścia przodują kraje skandynawskie, gdzie państwo opiekuńcze zapewnia bezpieczeństwo socjalne, a jednocześnie funkcjonuje nowoczesna, konkurencyjna gospodarka.
Nota bene w rankingu Better Life Index, opracowanym przez OECD, Polacy ocenili swój poziom satysfakcji z życia na 6,0, poniżej średniej dla państw OECD wynoszącej 6,5. Polska wypada dobrze pod względem niektórych miar uwzględnianych w Better Life Index, takich jak bezpieczeństwo osobiste czy poziom wykształcenia, ale poniżej średniej dla tej grupy państw pod względem dochodów, dostępu do opieki zdrowotnej, mieszkań i równowagi między pracą a życiem prywatnym (life-work balance).

W skali mikro „ekonomia szczęścia” jest bardziej skomplikowana

O ile na gruncie tradycyjnej ekonomii można w uproszczeniu stwierdzić, że im więcej pieniędzy, tym więcej szczęścia, o tyle przedstawiciele ekonomii behawioralnej – tacy jak David Kahneman czy Richard Thaler (obaj zdobyli nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii) wskazują, że kwestia szczęścia jest o wiele bardziej skomplikowana.

Co więcej, niektórzy reprezentanci ekonomii behawioralnej (łączącej badania ekonomiczne z eksperymentami psychologicznymi i dorobkiem innych nauk społecznych) stwierdzają nawet, że wielu ludzi nie wie, od czego zależy ich szczęście. Szereg badań psychologicznych i socjologicznych wskazuje, że wzrost PKB per capita (najpowszechniej stosowana miara zamożności obywateli różnych państw) nie przekłada się na wzrost szczęścia w takim stopniu, jak wynikałoby to z tradycyjnej ekonomii.
Już we wczesnych latach 70. XX w. amerykański ekonomista Richard Easterlin (niezaliczany bezpośrednio do ekonomii behawioralnej, ale stanowiący inspirację i często cytowany przez znanych reprezentantów tego nurtu) podważył koncepcję szczęścia formułowaną na gruncie tradycyjnej myśli ekonomicznej. Po osiągnięciu określonego poziomu dobrobytu (różnego w różnych krajach) przyrosty dochodu nie przekładają się już na proporcjonalny przyrost szczęścia. Ma na to wpływ wiele innych czynników zależnych zarówno od jednostki, jak i od jej otoczenia społecznego. Można nawet sformułować

prawo malejących przyrostów szczęścia pod wpływem wzrostu dochodu

po osiągnięciu określonego poziomu zamożności, znane pod nazwą Paradoksu Easterlina.
D. Kahneman i R. Theler wskazują, że ludzie często postępują w sposób niekonsekwentny, popełniają w sposób systematyczny błędy poznawcze, dokonują błędnych wyborów, które negatywnie wpływają na ich dochody i poziom szczęścia w dłuższej perspektywie. Wynika to z tego, że w przeciwieństwie do modelu homo oeconomicus ludzie w rzeczywistych sytuacjach życiowych dysponują tylko ograniczoną racjonalnością (bounded rationality). Ponadto na efekty działań jednych ludzi wpływają rezultaty działań innych, poziom zaufania społecznego (kapitał społeczny), jakość instytucji, bezpieczeństwo publiczne, dostępność opieki zdrowotnej. Dość kontrowersyjnym przesłaniem niektórych reprezentantów ekonomii behawioralnej jest możliwość wykorzystania wiedzy ekspertów, aby poprzez odpowiedni system bodźców behawioralnych sterować działaniami ludzi we właściwym kierunku i uczynić bardziej szczęśliwymi w dłuższej perspektywie. Spotkało się to z krytyką i zarzutami manipulacji.
Ważnym osiągnięciem w behawioralnej ekonomii szczęścia jest potwierdzone w eksperymentach psychologicznych stwierdzenie, że

dla oceny szczęścia bardzo ważny jest punkt odniesienia.

Liczy się nie tylko absolutny przyrost naszego dochodu, ale relatywny w stosunku do dochodów osób, które uznajemy za grupę odniesienia (koleżanki i koledzy z pracy, sąsiedzi). Najbardziej uszczęśliwia przyrost dochodu wyższy niż w naszej grupie referencyjnej.

Skoro pieniądze szczęścia nie dają, to może przestać się o nie troszczyć?

Takiego rozwiązania nie zalecają ekonomiści – ani zwolennicy ekonomii głównego nurtu, ani ekonomii behawioralnej. Badania empiryczne prowadzone w wielu krajach potwierdzają znaną prawdę, że co prawda same pieniądze szczęścia nie dają, ale brak czy niedostatek pieniędzy jest bezpośrednią lub pośrednią przyczyną wielu nieszczęść.

Nie ulega wątpliwości, że warto osiągnąć określony poziom dobrobytu, aby troski dnia codziennego nie zatruwały nam życia.

Na każdym etapie życia przede wszystkim warto inwestować w siebie, gdyż nasza wiedza, kompetencje i umiejętności to największy kapitał. Pomnażając kapitał finansowy, warto korzystać z wiedzy i doświadczenia ekspertów (np. specjalistów od zarządzania funduszami inwestycyjnymi), aby nie popełniać niepotrzebnych błędów i mieć więcej czasu na realizację własnych zainteresowań, ale także stawiać sobie ambitne cele ważne nie tylko dla nas, ale i dla innych ludzi. Wiele wskazuje na to, że nie hedonistyczna pogoń za przyjemnościami jest źródłem szczęścia, ale sensowna praca, dobre relacje społeczne, starania o tym, żeby czynić świat lepszym (zaczynając od siebie). Ale tu wkraczamy już w obszar rozważań filozoficznych. Stąpając twardo po ziemi możemy stwierdzić, że jesteśmy jeszcze społeczeństwem na dorobku (średni roczny dochód dyspozycyjny gospodarstwa domowego stanowiący równowartość ok. 18 900 USD wobec średniej dla państw OECD wynoszącej ok. 30 500 USD). Jeszcze przez wiele lat przyrosty dochodu (choć nie tylko one) będą nas cieszyć bardziej, niż analogiczne podwyżki mieszkańców państw znacznie od nas zamożniejszych.

Marek Szczepański
nota biograficzna profesora Marka Szczepańskiego

do góry