Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu Użytkownik zgadza się na ich zapis lub wykorzystanie. Treść polityki dotyczącej korzystania z plików cookies

jesteś tutaj: Strona Główna EMERYTURA NIEZALEŻNA OD ZUS I OFEblog Ekonomia emerytalna – bodźce i inspiracje cz. 3

Ekonomia emerytalna – bodźce i inspiracje cz. 3

Mężczyzna odpoczywa i pije kawę

8.02.2018 r.

Prokrastynacja przeszkodą na drodze do dobrobytu

  Coraz więcej osób w Polsce zdaje sobie sprawę, że poziom zabezpieczenia finansowego, oferowany przez publiczny system emerytalny na starość, wkrótce znacząco się obniży. Tak zwana stopa zastąpienia, czyli relacja emerytury do ostatnich zarobków, dla obecnego pokolenia osób pracujących w wieku 30-40 lat wyniesie – jak wskazują różne symulacje – ok. 40%. Oznaczać to będzie znaczące obniżenie standardu życia po zakończeniu aktywności zawodowej. Można temu przeciwdziałać, gromadząc dodatkowe oszczędności emerytalne – czy to w III filarze (IKE, IKZE – dostępne dla wszystkich zainteresowanych, PPE - pracownicze programy emerytalne w niektórych zakładach pracy), czy też w innych programach emerytalnych oferowanych np. przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych (w tym Esaliens). Problem polega na tym, że świadomość potrzeby dodatkowego oszczędzania na cele emerytalne nie przekłada się u większości naszych rodaków na decyzje o systematycznym oszczędzaniu i inwestowaniu określonej kwoty pieniędzy. Bardzo częstym zjawiskiem jest
prokrastynacja

(z łac. procrastinatio – odroczenie, zwłoka) - tendencja utożsamiana z odwlekaniem, opóźnianiem lub przekładaniem czegoś na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia. Prokrastynacja dotyczy również decyzji o rozpoczęciu gromadzenia dodatkowych oszczędności emerytalnych. Jest to powszechne zjawisko, także w bardziej zamożnych niż Polska krajach. Bardzo niebezpieczne, bo gdy na poważnie zdecydujemy się wreszcie oszczędzać na emeryturę np. w wieku 50 lat lub później, zgromadzenie potrzebnego kapitału jest o wiele trudniejsze, a dla wielu osób praktycznie niewykonalne. Łatwiej przecież odkładać i inwestować co miesiąc np. 200 zł niż 1 500 zł. A przy długoterminowych oszczędnościach – a o takich mowa przy dodatkowym oszczędzaniu na emeryturę - na końcową sumę (kapitał plus odsetki) składają się w większości odsetki od odsetek, które są rezultatem wielokrotnego reinwestowania każdej kolejnej wpłaty.

Dlaczego tak się dzieje?

Oczywiście, przyczyn odwlekania i przekładania decyzji może być dużo, ale większość z nich tkwi w naszej psychice. Poznaniem takich barier mentalnych i znajdowaniem sposobów na ich usunięcie z poszanowaniem swobody wyboru zajmuje się m.in. ekonomia behawioralna. Jest to dynamicznie rozwijający się, alternatywny wobec ekonomii głównego nurtu, kierunek badań z pogranicza ekonomii i psychologii, którego efekty zostały już z powodzeniem wykorzystane w praktyce reformowania systemów emerytalnych.

Dobra wiadomość: prokrastynację można przezwyciężyć

Okazuje się, że odpowiednia zmiana architektury wyboru (choice architecture) może sprzyjać podejmowaniu bardziej korzystanych decyzji w dziedzinie oszczędności emerytalnych. Przykładem zastosowania rozwiązań domyślnych (defaults) w celu ograniczenia prokrastynacji, zwlekania z podjęciem decyzji o rozpoczęciu dodatkowego oszczędzania na emeryturę, było wprowadzenie w Wielkiej Brytanii w 2012 r. automatycznego zapisu (automatic enrolment) pracowników do pracowniczych programów emerytalnych, z opcją odstąpienia. Metoda automatycznego zapisu do zakładowych programów emerytalnych z powodzeniem stosowana jest także w Nowej Zelandii w formie programu KiwiSaver już od 2007 r. Po 10 latach wdrażania programu KiwiSaver większość badanych pracodawców i pracowników ocenia go pozytywnie. Mimo że zarówno w Nowej Zelandii, jak i w Wielkiej Brytanii istnieje możliwość wystąpienia z programu (tzw. opt-out), większość automatycznie zapisanych pracowników pozostaje i oszczędza dodatkowo na emeryturę w zakładzie pracy. Dotyczy to również osób o średnich i niższych dochodach.

Niechęć do utraty tego, co już mam

Oprócz ustanowienia automatycznego zapisu do programu jako opcji domyślnej, działa tu inny mechanizm psychologiczny zidentyfikowany i sprawdzony w eksperymentach przez ekonomistów behawioralnych – silnie odczuwana niechęć do straty (risk awersion). Uświadomienie uczestnikowi programu, ile może stracić, przerywając regularne oszczędzanie (zwłaszcza w zakładowych planach oszczędzania współfinasowanych przez pracodawcę i państwo), uruchamia mechanizm obrony stanu posiadania. Innym, podobnym mechanizmem psychologicznym jest zjawisko opisane przez Richarda Thalera, amerykańskiego laureata Nagrody Nobla z 2016 r., jednego z twórców ekonomii bahawioralnej, które nazwał „efektem posiadania” (endowment effect). Zasada „efektu posiadania” polega na tym, że ludzie cenią sobie coś wyżej tylko dlatego, że już to posiadają. Widząc konkretną kwotę zgromadzoną na rachunku emerytalnym nie oceniają jej tylko w kategoriach czysto racjonalnych, ale także emocjonalnych, zwłaszcza, jeśli widzą, że część dopłacili inni (pracodawca, państwo). Dlatego też dopłaty bezpośrednie działają jeszcze lepiej niż np. tej samej wysokości ulga podatkowa (bo najpierw musiałem coś „oddać”, aby część w formie ulgi podatkowej „odzyskać”).

Podróż w przyszłość

Dobrym sposobem mobilizującym do systematycznego oszczędzania w długim horyzoncie czasowym jest też… spotkanie ze sobą za 30-40 lat. Wystarczy w tym celu uruchomić wyobraźnię, nie musimy posiadać cudownej machiny do podróżowania w czasie. Bazując na dorobku ekonomii behawioralnej stworzono nawet specjalny program komputerowy pozwalający na… postarzanie naszego zdjęcia i w miarę realistyczne przedstawienie wizerunku naszej osoby np. w wieku 65 lat. Czy jest to deprymujące? Niekoniecznie, jeśli nasz „awatar” uśmiecha się po każdej kolejnej wpłacie i inwestycji do programu emerytalnego. Czyli nagradzamy sami siebie już teraz za korzyść, którą odniesiemy za 20 lat. Możemy też motywować się w prostszy sposób, bez korzystania ze specjalistycznych programów komputerowych do „podróżowania w czasie”. Na przykład obserwując zagranicznych emerytów odbywających podróże po całym świecie. Spotkałem ich parę dni temu w Kołobrzegu i wdałem się w pogawędkę. Okazało się, że owszem, dobrze oceniają swoją obecną sytuację finansową na starość, ale nie dzięki hojności publicznego systemu emerytalnego, lecz dodatkowym oszczędnościom (jedni mieli ubezpieczenia na życie i dożycie z funduszem kapitałowym, inni skorzystali z dotowanej przez państwo tzw. Riester Rente w formie funduszu inwestycyjnego). Oczywiście, w Polsce dochody są mniejsze niż w Niemczech, ale tym bardziej powinniśmy być przezorni.

Behawioralne opcje nad Wisłą

W przezwyciężeniu prokrastynacji pomocne mogą okazać się przygotowywane w Polsce pracownicze plany kapitałowe (PPK), które – jak wiele na to wskazuje – wprowadzone zostaną prawdopodobnie od 1 stycznia 2019 r. najpierw w dużych firmach, a potem stopniowo w sektorze MSP i sektorze publicznym. Bazują one w dużej mierze na założeniach ekonomii behawioralnej. Przewidują bowiem:
  • automatyczny zapis do programu zatrudnionych pracowników w wieku 18-55 lat (opcja domyślna) z możliwością odstąpienia w określonym czasie,
  • dodatkowe zachęty finansowe ze strony państwa w postaci wpłaty powitalnej i dopłat po każdym roku oszczędzania, z których trzeba by zrezygnować, występując z programu (niechęć do strat, dążenie do zachowania staus quo).

Jak to się sprawdzi?

Twórcy PPK zakładają, że co najmniej połowa uczestników pozostanie w programie emerytalnym. Szczególnie newralgiczną kwestią dla powodzenia programu PPK będzie zachowanie osób o niższych dochodach. Biorąc pod uwagę, że w dłuższej perspektywie większość zgromadzonych przez nich w PPK pieniędzy pochodzić będzie nie tyle z własnych wpłat, co z części składek opłacanych przez pracodawcę oraz z rocznych dopłat z budżetu państwa (plus wspomniane odsetki od odsetek), to oni na PPK mogą proporcjonalnie najwięcej zyskać. Gdyby tak faktycznie się stało, byłby to ogromny postęp w rozwoju dodatkowych systemów emerytalnych w Polsce. 

Marek Szczepański

 
nota biograficzna profesora Marka Szczepańskiego


do góry