Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu Użytkownik zgadza się na ich zapis lub wykorzystanie. Treść polityki dotyczącej korzystania z plików cookies

jesteś tutaj: Strona Główna EMERYTURA NIEZALEŻNA OD ZUS I OFEblog EKONOMIA EMERYTALNA – BODŹCE I INSPIRACJE – CZ. 8

EKONOMIA EMERYTALNA – BODŹCE I INSPIRACJE – CZ. 8

wakacyjne akcesoria

01.08.2018

ILUZJA PIENIĄDZA

Lato to pora urlopów, zasłużonego wypoczynku. Sporo osób część lub nawet cały urlop wypoczynkowy spędza za granicą, często w krajach należących do strefy euro. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że będąc za granicą możemy wydać znacznie więcej pieniędzy, niż planowaliśmy, nie ze względu na rozrzutność, ale z powodu

iluzji pieniądza (money illusion).

Zjawisko to już blisko sto lat temu opisał amerykański ekonomista Irving Fisher, a współcześnie zajmują się nim intensywnie badacze reprezentujący nurt ekonomii behawioralnej. Chodzi o

złudzenia związane z postrzeganiem pieniądza i jego wartości.

czerwona strzałka  Przeczytaj, jak kontrolować wydatki, rozpoczynając stopniowe oszczędzanie np. w Celowym Planie Oszczędzania (CPO) Esaliens

czerwona strzałka  Oblicz potencjalne zyski z CPO na kalkulatorze Esaliens

Zacznijmy od iluzji pieniądza (money illusion), którą można zaobserwować po wprowadzeniu w niektórych krajach europejskich wspólnej waluty- euro. Tak się złożyło, że kurs wymiany euro na waluty narodowe kształtował się na poziomie od 2:1 (2 marki niemieckie za 1 euro) do nawet 2000:1 (2000 lirów włoskich za 1 euro). W rezultacie, po wprowadzeniu euro większość cen produktów w sklepach obniżyła się. Oczywiście, chodziło o ceny nominalne. Siła nabywcza (to, ile faktycznie można kupić za określoną sumę pieniędzy) nie zmieniła się po przeliczeniu waluty narodowej na euro. Ale w odczuciach konsumentów tak właśnie się stało. Ulegli oni

iluzji euro.

Okazuje się, że dość radykalnie zmieniła się percepcja cen. Na przykład w Szwecji kurs wymiany korony szwedzkiej na euro wynosił 8,6:1. Amelie Gambel i jej współpracownicy (2002) zbadali, jak Szwedzi oceniają wysokość ceny produktu w zależności od tego, w jakiej walucie ta cena jest wyrażona. Ceny w euro wydawały się respondentom niższe niż w koronach szwedzkich. Szwedzi oczywiście zdawali sobie sprawę z tego, że wartość produktu pozostała taka sama, a zmieniły się tylko cyfry czy liczby na banknotach czy monetach. Mimo to odczucie psychologiczne było na tyle silne, że sporo osób było przekonanych, że teraz ceny są niższe i stać ich na więcej. A przecież Szwedów trudno podejrzewać o szczególne uleganie złudzeniom i brak edukacji ekonomicznej.

Także w innych krajach ceny wyrażone w euro są subiektywnie postrzegane jako niższe niż w rodzimej walucie, jaka była środkiem płatniczym przed przystąpieniem do strefy euro. Opisał to w swojej książce „Psychologia ekonomiczna” Tomasz Zaleśkiewicz (Zaleśkiwicz 2015).
Dla naszych turystów buszujących po sklepach w Berlinie czy w Rzymie wypływa stąd pożyteczna nauka:

nie dajmy się uwieść iluzji pieniądza
wynikającej z kursów walutowych.

To, że w drogerii Rossmana w Berlinie jakiś kosmetyk kosztuje np. 3 czy 5 euro, nie musi oznaczać, że jest tańszy niż w Polsce, gdzie za ten sam produkt płacimy w złotówkach w cenach dwucyfrowych.
Poważniejszą kwestią jest

iluzja pieniądza związana ze zjawiskiem inflacji.

Jak już wspomniałem, iluzja pieniądza po raz pierwszy opisana została przez amerykańskiego ekonomistę Irwinga Fishera (1928). Zauważył on, że ludzie w swoich analizach ekonomicznych ignorują zjawisko inflacji (czyli – jak zapewne wszyscy pamiętamy z kursu makroekonomii – średniego wzrostu cen w gospodarce z okresu na okres), porównując zyski i straty. Tutaj również działa bardzo silny mechanizm psychologiczny, który sprawia, że ludzie wolą myśleć o pieniądzach w kategoriach nominalnych (a więc analizują wartości tak, jak ją widzą – jako kwotę na banknocie czy pozycję w bilansie) niż w kategoriach realnych (z uwzględnieniem rzeczywistej siły nabywczej pieniądza, która spada wskutek inflacji).
Co ciekawe, wielu uznanych ekonomistów nie chciało uznać spostrzeżeń I. Fishera. Nawet tak wybitny ekonomista jak James Tobin – laureat nagrody Nobla z 1981 r., swego czasu jeden z prezydentów Amerykańskiego Stowarzyszenia Ekonomicznego – pisał, że „(…) teoretyk ekonomii nie może oczywiście popełnić większego wykroczenia niż przyjąć, że istnieje iluzja pieniądza” (za: Akerlof, Shiller 2009). W podobnym duchu wypowiadał się inny wybitny ekonomista amerykański, również noblista (z 1976 r.), reprezentant ekonomii neoklasycznej (szkoła monetaryzmu z Chicago), Milton Friedman.
Zupełnie inaczej podeszli do problemu iluzji pieniądza reprezentanci ekonomii behawioralnej. W 1997 r. Aldar Shafir, Peter Diamond i Amos Tversky opublikowali wyniki badań psychologicznych potwierdzających występowanie iluzji pieniądza. W przeprowadzonych przez nich eksperymentach osoby badane zapoznano z różnymi scenariuszami, w których manipulowano zmianami nominalnych i realnych wartości ekonomicznych, a następnie zadawano różne pytania. Eksperymenty psychologiczne potwierdziły, że zgodnie z teorią I. Fishera ludzie bardziej koncentrują się na wartościach nominalnych niż realnych (Sharif, Diamond, Tversky 1997).

Iluzja pieniądza  a kredyty hipoteczne

Inni znani reprezentanci ekonomii behawioralnej – George Akerloff i Robert Shiller (2009) – w bestsellerowej książce „Animal Spirits” (2009) pokazali, jak można wiedzę o psychice człowieka wykorzystać do analizy takich zjawisk finansowych, jak gwałtowane załamania na rynku finansowym. Udowodnili m.in., że zjawisko iluzji pieniądza (kierowanie się nominalną, a nie realną wartością pieniądza) w dużej mierze wpływa na błędne decyzje kredytowe, co z kolei przełożyło się na globalny kryzys na rynku bankowym i szerzej – finansowym. Spłata kredytu w równych ratach udzielonego na dłuższy okres wydaje się bardziej dogodna, niż w ratach malejących (najpierw więcej, potem mniej) czy konieczność spłaty kredytu w krótszym okresie. Klient zaciągający kredyt porównuje tylko ratę kapitału i odsetek w wartościach nominalnych, wybiera mniejszą kwotę do spłaty co miesiąc, nie biorąc pod uwagę, że przez wiele lat spłaca tylko odsetki, a kapitał do spłaty umniejsza się bardzo powoli. W dłuższym okresie cena kredytu (kapitału wraz z odsetkami) jest znacznie wyższa, ponadto wrasta ryzyko, a wartość nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie hipoteczne kredytu może gwałtownie spaść wskutek krachu na rynku nieruchomości. Iluzja pieniądza sprawiła, że wiele osób w Polsce zaciągało kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich. Rzeczywiście, w dniu podpisania umowy kredytowej rata kredytu i odsetek kredytu denominowanego do franka szwajcarskiego była niższa niż kredytu hipotecznego na analogiczną sumę w złotówkach. Liczyła się tylko kwota w wartościach nominalnych. Nie brano pod uwagę wartości pieniądza w czasie ani ryzyka kursów walutowych.

Iluzja pieniądza może wpędzić nas w pułapkę,
gdy chodzi o oszczędzanie i inwestowanie,

z
właszcza w perspektywie długoterminowej (oszczędzanie na wkład własny do mieszkania, dodatkowe zabezpieczenie finansowe na starość itp.).

czerwona strzałka  Przeczytaj więcej o oszczędzaniu długoterminowym, np. na prywatną emeryturę w miejscu pracy

Wyobraźmy sobie, że znajdujemy w banku „atrakcyjną” lokatę oprocentowaną 3% w skali roku. Te 3% to tzw. nominalna stopa zwrotu. Pytanie tylko, czy będzie to również zysk? To zależy w dużym stopniu od tego, jaki obecnie jest poziom inflacji. Jeżeli inflacja wynosiłaby 4%, to nominalny zysk w wysokości 3% tak naprawdę okazuje się stratą w wysokości -1%.
Niby proste i oczywiste, ale ludzie wolą postrzegać pieniądze w kategoriach nominalnych niż realnych. Stąd nadal wiele osób woli trzymać pieniądze w banku na „korzystny procent”, np. 1,5% rocznie. Wolą nie myśleć o tym, że kiedy bank naliczy odsetki, inflacja praktycznie zjadła cały zysk. Człowiek nie jest istotą w pełni racjonalną, co zauważają nie tylko ekonomiści behawioralni.
Oczywiście, nie zamierzam tu uprawiać antybankowej propagandy. Jestem raczej zwolennikiem dywersyfikacji, czyli zróżnicowania lokat i inwestycji. Wiadomo, że zawsze warto mieć „poduszkę finansową” na koncie oszczędnościowym czy krótkoterminowej lokacie, którą szybko można zlikwidować, jeśli pojawią się nagłe potrzeby. Ale coraz więcej osób przekonuje się, że długoterminowe inwestowanie i pomnażanie pieniędzy warto powierzyć profesjonalistom z funduszy inwestycyjnych (zdając sobie oczywiście sprawę z wysokości opłat, ryzyka inwestycyjnego i zalecanego horyzontu czasowego inwestycji). W ten sposób możemy osiągnąć realną dodatnią stopę zwrotu z inwestycji (powyżej inflacji). Wcale nie jest to zadanie łatwe, ale wykonalne.

A z okazji wakacji życzę Czytelniom naszego cyklu dobrego wypoczynku, wspaniałych wrażeń i … nieulegania iluzji pieniądza, zarówno w kraju, jak i za granicą.

Marek Szczepański
nota biograficzna profesora Marka Szczepańskiego

do góry